legia ślask

Siedem goli na Ł3, Legia z kompletem punktów

Legia Warszawa wygrała w 8. kolejce T-Mobile Ekstraklasy ze Śląskiem Wrocław 4:3.
Sobotnie starcie mistrzów Polski ze Śląskiem Wrocław było ostatnim sprawdzianem przed inauguracją zmagań w fazie grupowej Ligi Europy. Nic zatem dziwnego, że trener Henning Berg desygnował do gry najmocniejszą „11”, jaką dysponuje na ten moment. Z podstawowych zawodników w talii norweskiego szkoleniowca zabrakło jedynie Bartosza Bereszyńskiego, który w meczu reprezentacji Polski U-21 z Grecją złamał kość śródstopia.

Goście w pierwszych minutach gry bardzo intensywnie usiłowali pokonać stojącego w bramce Legii Dusana Kuciaka, jednak ich inicjatywa nie trwała zbyt długo. Już w 13. minucie środkiem boiska na połówce rywali wypuścił się Miroslav Radović i pięknym strzałem umieścił piłkę w siatce.  Niespełna 10 minut później z zamieszania w polu karnym WKS-u skorzystał Dossa Junior, który celnie główkował i podwyższył stan rywalizacji na 2:0.

Czujność legionistów nieco osłabła, co skrzętnie wykorzystali rywale. Niemal niepilnowany przed polem karnym Legii Sebastian Mila oddał strzał z dystansu, piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki.

Po 10 minutach po raz drugi na listę strzelców wpisał się Dossa Junior ponownie wykorzystując zamieszanie pod bramką Śląska. Mistrzowie Polski do szatni schodzili z solidną zaliczką.

W przerwie szkoleniowcy obu drużyn nie zdecydowali się na zmiany. Śląsk po wznowieniu gry dostał wiatru w żagle. Już trzy minuty po gwizdku sędziego zakotłowało się pod bramką wojskowych i goście zdobyli drugą bramkę. Tyle tylko, że zakotłowało się również wśród domysłów co do autora rzeczonego gola, albowiem sytuacja byłą dość trudna do oceny. Ostatecznie trafienie przypisano Mateuszowi Machajowi.

Śląsk w dalszym ciągu nie spuszczał z tonu co rusz podchodząc pod bramkę Kuciaka. A słowackiemu golkiperowi coraz trudniej było utrzymać nerwy na wodzy i pozwalał sobie na dosadne słowa i gesty w kierunku kolegów z drużyny. „Oberwało” się między innymi Jakubowi Rzeźniczakowi oraz Michałowi Żyrze.

W końcówce gospodarze ponownie zwarli szyki i siali zamęt w polu karnym Mariusza Pawełka. Na 5 minut przed końcem regulaminowego czasu gry ich zabiegi przyniosły efekt w postaci bramki autorstwa Miroslava Radovicia. Wojskowi mogli odetchnąć z ulgą, albowiem różnicę dwóch bramek trudno mogło być odrobić przyjezdnym. Tymczasem wrocławianie jakby chcieli udowodnić, że nic bardziej mylnego. Z lewej strony obrońcami Legii zakręcił Sebastian Mila i podał piłkę do Flavio Paixao. Kapitan WKS-u doskonale wiedział, co uczynić z futbolówką. Gorąco w polu karnym Legii zrobiło się jeszcze po rzucie wolnym, kiedy to zawodnik Śląska wyskoczył do piłki i głową skierował ją tuż nad poprzeczkę. Chwilę później sędzia Paweł Gil zakończył spotkanie.

Legia Warszawa – Śląsk Wrocław 4:3 (3:1)

Radović (13′, 85′), Junior (22′, 42′) – Mila (34′), Machaj (48′), Paixao (90′)

Legia: Dusan Kuciak – Łukasz Broź, Jakub Rzeźniczak, Dossa Junior, Tomasz Brzyski – Michał Żyro (87′ Mateusz Szwoch), Ivica Vrdoljak, Tomasz Jodłowiec, Michał Kucharczyk – Ondrej Duda (89′ Marek Saganowski), Miroslav Radović.

Śląsk: Mariusz Pawełek – Paweł Zieliński, Piotr Celeban, Tomasz Hołota, Carlos de Souza Tome – Mateusz Machaj, Krzysztof Danielewicz, (67′ Thomas Hateley), Lukas Droppa (88′ Baras Calahorro), Robert Pich (78′ Krzysztof Ostrowski) – Sebastian Mila, Flavio Paixao.

Żółte kartki: Kucharczyk, Żyro (Legia) oraz Hołota, Droppa (Śląsk)

 

fot. Damian Kujawa