11157452_961280673905601_6278879829899050703_o

Wychowanie i rzeźbienie, czyli „Artysta” w Teatrze Młyn

Bardzo trudno jest wychować dzieci. Każdy z nas stara się jak może aby zapewnić wikt i opierunek naszym najbliższym. Jednak nie zawsze się to udaje. Czasem na przykład poprzez brak czasu, zapominamy o dzieciach. I właśnie o prawdziwym wychowywaniu jest „Artysta” z warszawskiego Teatru Młyn.

Wydawałoby się banalna historia. Studentka rzeźby przychodzi do jednego z wykładowców z prośbą o zostanie jej mentorem, gdyż jej praca dotyczy jego twórczości. Jednak z ich znajomości tworzy się coś zupełnie innego, coś niespodziewanego ale także coś tragi-komediowego.

Czy człowieka można wyrzeźbić? Czyli realizacja tematu

Ciężko odnaleźć się w świcie artystów. W większości są humorzaści, mają wybujałe ego, czasem są outsaiderami, a głownie nie mają czasu, szczególnie dla bliskich. Gdy główna bohaterka spektaklu – młoda studentka rzeźby, postanawia udać się w Bieszczady do swojego nowego mentora, dzieje się coś niepodzianego. Oboje zakochują się w sobie. Pomimo różnicy wieku, stają się dla siebie bliscy. Jednak gdy do mentora, przyjeżdża jego przyjaciel, a zarazem ojciec bohaterki, sprawa się komplikuje. Ojciec chce dziewczynę wychować, a artysta rzeźbić. Człowieka nie można rzeźbić. Nie da się wpłynąć w pełni na Niego. Po to ma własny rozum, duszę, aby samemu wybierać swoje ścieżki. I to zostało pokazane. Główna bohaterka nie dała artystom się wyrzeźbić. Człowiek jest wolny i ta wolność została tu ukazana. I właśnie o wolności jest ta sztuka. O wolności wyboru.

Bieszczadzka pracownia, czyli scenografia

Tu nie trzeba dużo pisać. Prosty stół, ławka, krzesła… Zwykłe meble, które są tylko ozdobą. Ale ozdobą potrzebną. Pomagają i nie przeszkadzają. Dają aktorom drogę do realizacji spektaklu, pozwalają im po prostu grać. I oto chodzi. Scenografia ma być tylko dodatkiem do sztuki. Tak po prostu było.

Kunszt, czyli gra aktorska

Aktorów w spektaklu gra trójka – Krzysztof Kiersznowski, Marek Siudym i Agata Fijewska. Każda z postaci ma własną barwę, jest inna. Na początku trzeba docenić główną bohaterkę – Agatę Fijewską. Jedna z założycielek Teatru Młyn, sama aktywnie gra w sztukach wystawianych na deskach tego teatru, I z czystym sumieniem można powiedzieć, że była najlepszym punktem spektaklu. Nie tylko dlatego, że wokół niej toczyła się akcja, ale głównie bo widać było prawdę w  jej oczach. Była spleciona z kontrastów. Jednocześnie twarda, silna niezależna młoda kobieta. A w środku krucha jak lód. Idealnie zagrała kobietę poszukującą zrozumienia, bezpieczeństwa. Po prostu brawa. Zarówno Krzysztof Kiersznowski jak Marek Siudym, także zaprezentowali kawał dobrego aktorstwa. Obaj pokazali, że chcą na swój sposób wychować artystkę. Siudym chciał odzyskać jej zaufanie, po wielu latach, a Kiersznowski chciał ja rzeźbić, tworzyć. Widać było emocje u wszystkich postaci. I tak powinno się grać. Ukazywać prawdę. Prawdę w teatralnym kłamstwie.

Na koniec

Każdy się czasem gubi. Poszukujemy zrozumienia, prawdy, miłości i wielu innych. Często się rozczarowujemy. Jenak trzeba pamiętać, aby zawsze być sobą. „Artysta” to niby krótka jednoaktówka, ale prezentuje prawdę. Prawdę o życiu, wychowaniu i dojrzałości. I właśnie tę prawdę można zobaczyć na dekach Teatru Młyn. Szukając siebie, nie zapominajmy o naszych wartościach, a wtedy na pewno znajdziemy to czego poszukujemy.

(fot. A. Bremer)




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.