Radzymin Herb

Radzymin czyli wycinka drzew pod drogę rowerową albo niezły numer.

Radzymin czyli wycinka drzew pod drogę rowerową albo niezły numer.

Co słychać w Radzę Omiń?

czyli niekrótka historia kilku artykułów niepapierniczych

014

 

Część I – art. 231 § 1 kodeksu karnego

„Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.”

 

Kilka dni temu wpadła mi w ręce pewna lokalna gazeta z „W” w tytule, w której przeczytałem wywiad z Burmistrzem Radzymina. I się zachwyciłem. Totalnie. Nagle doznałem iluminacji – jednak jest wspaniale a nawet lepiej, a ja tego zupełnie nie dostrzegałem.

Przyszło mi do głowy, że może czegoś jednak nie zrozumiałem, więc wspomniany wywiad przeczytałem raz jeszcze.

– No, nie – pomyślałem – rzeczywiście jest ekstra, cudownie, ludziom się żyje dostatniej a gmina rośnie w siłę i wszyscy, stąd po pierścienie Saturna, zazdroszczą nam szczęścia, które na nas niegodnych zstąpiło za sprawą urzędującego Wielce Czcigodnego Burmistrza i jego jaśnie oświeconych podwładnych. A jeszcze okazuje się – to też ze wspomnianego wywiadu – że Burmistrz jest zasadniczo zadowolony a jego plany to całe dziesięć lat wytężonej pracy ku chwale.

Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest źle – zachwyt nowego „ja” stłumiło stare „ja”. I, na szczęście, wszystko wróciło do normy.

A teraz konkret. Nawet bardzo konkretny będzie ten konkret.

We wspomnianym wywiadzie Wielce Szanowny Burmistrz opisuje min. perypetie związane z budową ciągów rowerowo-pieszych. Rzeczywiście, historia to niesłychana, wręcz niewiarygodna, o której niewątpliwie uczyć będą w szkołach radzymińskich a nade wszystko w przedszkolu, tym jednym z droższych w galaktyce. Dowiedzieliśmy się, że heroizm Wielce Czcigodnego Burmistrza zabiegającego by realizacja projektu ruszyła, jest doprawdy wzruszający. Ciekawe tylko, że jakoś zapomniał wspomnieć o małym, ale dość znaczącym szczególe. Zapomniał wspomnieć o wycince drzew w pasie drogowym.

Gmina owo zadanie postanowiła zlecić zewnętrznemu wykonawcy, drzewa zostały opisane i policzone, odpowiednie procedury zostały uruchomione i już za pierwszym podejściem udało się wybrać firmę, która z pasa, który w przyszłości stanie się ciągiem pieszo-rowerowym, usunie drzewa, krzewy i ptasie gniazda. Za ową wielce skomplikowaną usługę firma otrzyma skomplikowane wynagrodzenie. Dlaczego skomplikowane? Ponieważ oprócz biletów Narodowego Banku Polskiego otrzyma również wycinane drzewo. A jaka jest wartość wycinanego drzewa?

Postanowiłem o to zapytać.

Odpowiedź, którą otrzymałem jest następująca: wartość drzewa oszacował odpowiedni referat.

A jak wartość ową referat oszacował? Tego już się nie dowiedziałem. Jednak zanim wysłałem oficjalne zapytanie do urzędu w tej sprawie, poprosiłem o pomoc zaprzyjaźnionego nadleśniczego. Po dwóch dniach otrzymałem odpowiedź od Inżyniera Nadzoru, w której znalazła się taka oto informacja:

Do oszacowania wartości niezbędne jest określenie przybliżonej miąższości (objętości) planowanych do wycinki drzew.

W umowie nie ma podanej wysokości poszczególnych drzew dlatego też nie jest możliwe oszacowanie ich masy tylko na podstawie obwodu pnia.

Dla dokładnego oszacowania wartości drewna należałoby dodatkowo przeprowadzić oględziny każdego z nich ustalając procentowy udział poszczególnych sortymentów drewna z podziałem na drewno użytkowe (przeznaczone do przerobu) oraz drewno opałowe.

Faktyczną wartość drewna prawidłowo można ocenić dopiero po jego ścięciu, wymanipulowaniu poszczególnych sortymentów oraz dokładnym określeniu ich masy.

Dopiero po ścięciu drzewa ujawniają się wszystkie cechy mające istotne znaczenie przy określaniu jego wartości.

Na czym polega problem? Otóż na tym, że Gmina Radzymin zapłaciła sporo więcej – zapłaciła konkretną kasę oraz niekonkretną, drewnianą kasę. A ile jest tej drewnianej kasy? Nie wiadomo.

Drewno pozyskane ze ścinki można było sprzedać, można było przeznaczyć na pomoc socjalną [opał], można też było – i należało – zawrzeć w umowie warunek, że pozyskane drewno przechodzi na własność wykonawcy wycinki, ale rachunek za wycinkę zostanie pomniejszony o wartość wycinanego drewna.

A tak, lekko licząc, Gmina straciła kilkadziesiąt tysięcy złotych.

I kto za to płaci? Pan płaci, pani płaci, społeczeństwo.

A pod wszystkim podpisał się Wielce Czcigodny Burmistrz.

A to tylko jedna z wielu spraw w Radzyminie, które podpadają pod art. 231 § 1 kodeksu karnego.

Choć możliwe, że w Gminie Radzymin urzędnicy dysponują wiedzą niedostępną Inżynierowi Nadzoru, niedostępną nikomu. Możliwe, że mieszkańcy Radzymina żyją w świecie nieco poza czasem i rzeczywistością w przestrzeni jak z dzieł Kraszewskiego, czy Sapkowskiego.

Gdy to sobie pomyślałem, oczami wyobraźni ujrzałem…

Radzymin czyli wycinka drzew pod drogę rowerową albo niezły numer – Mrożek czy Kawka (czkawka)

Oczami wyobraźni ujrzałem scenę niemalże jak z Szekspira, albo innego Mrożka:

Oto pod budynkiem Urzędu Gminy roniący łzy Burmistrz, jego zastępca i sekretarz żegnają wyruszających z tajną misją niezłomnych, pokornych i niewyklętych urzędników, którym w udziale przypadł zaszczyt oraz kajecik i drewniany ołówek. Z wysokości swego postumentu na dziarskich odkrywców nieznanych lądów spogląda wiecznie żywy jako ten Lenin Tadeusz Kościuszko. Jego martwe kamienne oko także roni łzę, łzę spiżową. I w tych niezłomnych widzi siebie, gdy z krakowskiego rynku wyruszał bić Moskala. Skryty za burmistrzami i skarbnikiem stoi skromny i nieśmiały naczelny redaktor, który w głowie już układa wzniosłe strofy opisujące bohaterskie czyny, o których dzieci będą się w szkołach uczyć po kres czasu, a poeci i księgowi śpiewać będą pieśni.

Rusza więc ekspedycja prowadzona przez najtwardszego i najodważniejszego, dziewczynki w strojach ludowych sypią płatki róż, strażacka orkiestra dumnie wygrywa preludium do Walkirii Ryszarda Wagnera a niekończący się zastęp urzędników, jucznych mułów i tragarzy jak biblijny wąż wije się wśród rozhisteryzowanych tłumów. Ktoś rzucił pod nogi bukiet, starsza kobieta rzuca się na szyję, starcy wsparci na kosturkach tylko kiwają głowami szepcząc pod nosem słowa modlitwy.

Wzdłuż trasy zgromadzony lud macha flagami, kobiety rzucają się dzielnym urzędnikom na szyje, z wysokości swej dzwonnicy kanonik żegna bohaterów znakiem krzyża.

Wyruszyli. Misja – dla zmylenia wroga nadano jej kryptonim „kaktus” – zmierza dzielnie ku swemu przeznaczeniu.

Dotarli.

W otchłani przepastnych borów rozbili obóz na skraju powiatowej drogi. Nad rozpalonymi ogniskami wesoło skwierczą mamuty, obozowe dziewki strudzonym rozdają gorzałkę, a niezłomny wódz wyprawy spogląda gdzieś w bezkresną dal.

W końcu nastał świt, obóz powoli budzi się do życia. I nastał wyprawy dzień pierwszy.

Prowadzeni przez niezłomnego, pokornego i niewyklętego wodza szli urzędnicy, tragarze a nawet juczne muły teraz niezaładowane dobytkiem. Stanął wódz przed dorodnym dębem, odmówił po cichu litanię do Najjaśniejszej Panienki, po czym zwrócił się do wpatrzonych weń zebranych.

– To jest brzoza. I my tą brzozę pomierzymy.

I tak od dębowej brzozy po brzozowy świerczek ruszył pomiar drzew przydrożnych. I nastał dzień drugi, trzeci i dziesiąty, minął miesiąc, rok z okładem, a oni niestrudzenie szli i liczyli. I liczyli. I liczyli. A gdy już wszystko policzyli, to zwinęli obóz, muły i resztki po mamutach i rozpoczęli znojny marsz ku domowi. Szli ze śpiewem na ustach, krostami na twarzach i odciskami na piętach. Szli, krok równy, miarowy, dziarski.

Dziecię, nieledwie pacholę, które na dzwonnicę się wdrapało uciekając przed zawianym rodzicielem, dostrzegło z oddali zmierzający pochód zwycięzców. Rzuciło się na złamanie karku po stromych schodach zapominając o zawianym ojcu i dziecięcy krzyk poniósł się po okolicy.

– Idą! Oni idą!

I znów na ulice wyległ tłum. Ktoś cisnął bukiet kwiatów, kobieta wodzowi wyprawy rzuciła się na szyję przy okazji strzepując tumany łupieżu, starcy pod nosem zawodzili modlitwy i zmęczone, bielmem okryte oczy wznosili z wdzięcznością ku niebu.

A na herosów już czeka burmistrz, jego zastępca i sekretarz oraz kryjący się za ich plecami skromny i nieśmiały naczelny redaktor. Strażacka orkiestra wali w powietrze „Polonię” Wagnera, dziewczynki w ludowych strojach sypią pod nogi powracających płatki białych róż.

Wtem rozległ się dźwięczny, donośny głos Burmistrza.

– Towarzysze i towarzyszki, obywatele i obywatelki, i rodacy też. Gdy nagle wieści przestały do nas docierać, nadzieja na powrót naszych niezłomnych, pokornych i niewyklętych zaczęła topnieć jak krowie łajno w mikrofalówce. Głosy do mnie dochodziły, że polegli gdzieś w bezkresnych borach na skraju powiatowej drogi. Ale nie. Nie polegli, a i nie stopniała ta nasza nadzieja i oto dziś witamy naszych umiłowanych i drogich, bardzo drogich, co pokazuje faktura, którą właśnie otrzymałem, więc naszych drogich odkrywców witamy. Cześć i im i wała. Huraa..

I cały miejscowy lud boży zakrzyknął wraz z burmistrzem „cześć im i wała i hurrraaa” po czym ad hoc wywalili pomnik ku pamięci bezimiennych bohaterów, których nazwiska kursywą wyryto na podjeździe do miejscowej betoniarni.

I nikt, dosłownie nikt nie pozna tajemnej wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie, przechowywanej w sercach i umysłach oraz w kartonach po żelkach, nikt nie pozna wiedzy o tym, jak należy szacować wartość ścinanego drewna.

Żeby było jasne – jaja sobie, oczywiście, robię, ale nie jest mi do śmiechu. I Wam też być nie powinno.

 

Część II – art. 270 § 1 kodeksu karnego

„Kto, w celu użycia za autentyczny, podrabia lub przerabia dokument lub takiego dokumentu jako autentycznego używa, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.”

Na cmentarzu ma powstać pomnik Jana Pawła II klęczącego.

I dobrze. Nawet bardzo dobrze. Możliwe, że dzięki Papieżowi udało się przywrócić Radzymin zbiorowej pamięci.

Jest jednak problem a ten problem to umowa na powstanie owego pomnika. Powtarzam – pomnika, który ma i powinien powstać.

W uchwale nr 378/XXXIV/2017 Rady Miejskiej w Radzyminie z dnia 27 lutego 2017 r. w sprawie wzniesienia i lokalizacji pomnika upamiętniającego wizytę papieża Jana Pawła II w Radzyminie stwierdza się:

Rada Miejska w Radzyminie wyraża zgodę na wzniesienie pomnika upamiętniającego wizytę papieża Jana Pawła II w Radzyminie w dniu 13 czerwca 1999 roku. Jako miejsce lokalizacji pomnika wskazuje się działkę o nr ewid. 4, obręb 05- 09 w Radzyminie przy Al. Jana Pawła II, stanowiącą mienie Parafii Rzymskokatolickiej p.w. Przemienienia Pańskiego w Radzyminie. Niezbędna do wzniesienia pomnika część działki wymienionej w ust. 2 zostanie nieodpłatnie użyczona Gminie przez Parafię Rzymskokatolicką p.w. Przemienienia Pańskiego w Radzyminie na mocy odrębnego porozumienia. Organizatorem i wykonawcą powyższego przedsięwzięcia będzie Gmina Radzymin. Koszt inwestycji określa się na 100 000,00 zł brutto, przy czym kwota 96 000,00 zł zostanie pokryta z Radzymińskiego Budżetu Obywatelskiego na 2017 rok.

I wszystko fajnie, gdyby nie następujące fakty:

Umowa na wykonanie pomnika Jana Pawła II zostaje podpisana tuż po podjęciu przez Radę ww. uchwały. Na umowie jednak brakuje daty oraz odpowiedniej sygnatury, choć są podpisy.

W maju 2017 roku zostaje wykonane zdjęcie umowy, w której nie ma daty i sygnatury. Jakiś czas potem ktoś dopisał na umowie datę i sygnaturę – 25 października 2017.

KTOŚ SFAŁSZOWAŁ DOKUMENT.

Ale niezbyt starannie, czyli po radzymińsku.

Do Urzędu wpływa w tej sprawie oficjalne pismo:

„Proszę o komentarz w sprawie i wyjaśnienia. Parę tygodni temu wystąpiliśmy do Urzędu z prośbą o dostęp do informacji publicznej w sprawie umowy na jedną z inwestycji Budżetu Obywatelskiego, a mianowicie Budowę Pomnika Jana Pawła II. Umowę otrzymaliśmy od Państwa za co dziękujemy. Umowa jest podpisana z datą co ważne o jeden dzień wcześniejszą od daty naszego wystąpienia. Pragniemy poinformować, że otrzymaliśmy foto całej umowy identycznej, o czym świadczą podpisy w tych samych miejscach bez daty i numeru. Z znacznika czasowego zrobienia fotografii wynika, że fotografie pełnej umowy zostały zrobione w maju 2017 roku. (Pierwsza strona umowy bez daty w załączeniu). Z informacji jakie posiadamy wynika że umowa faktycznie została zawarta w maju ubiegłego roku. Data jest o tyle ważna, że wykonawca miał termin sześciomiesięczny na wykonanie umowy, po którym wchodzą kary umowne.”

A co na to Urząd, którego pracę nadzoruje, i za którego pracę odpowiada Wielce Czcigodny Burmistrz?

„Umowa na wykonanie pomnika Papieża Jana Pawła II została zawarta z dniem 25 października 2017 r.”

Wbrew faktom, wbrew dowodom.

 

Część III – art. 258 § 1 kodeksu karnego

„Kto bierze udział w zorganizowanej grupie albo związku mających na celu popełnienie przestępstwa lub przestępstwa skarbowego, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.”

Zamówienia publiczne, przetargi, faworyzowanie betonu…

Burmistrz Radzymina nie mógłby funkcjonować bez wsparcia/ „światłego” doradztwa osób z najbliższego otoczenia. Nie mógłby funkcjonować bez wsparcia osób zainteresowanych tym, czy tamtym.

Oto pytanie:

Dlaczego miejskim targowiskiem zarządza ta sama firma, z którą umowy zawierane są na kilka miesięcy? I to pomimo różnych zastrzeżeń? Dlaczego nagle nie ma – choć są – dokumentów potwierdzających, że zarządzający targowiskiem niezbyt koszernie prowadził pobór opłat? I dlaczego – choć podobno wszystko jest w najlepszym porządku – po kontroli przeprowadzonej przez pracowników Urzędu, wpływy z targowiska gwałtownie wzrosły? Dlaczego więc ten sam „podmiot” wciąż owym targowiskiem zarządza?

I co ma z tym wspólnego białostocki, betonowy totumfacki, który dorabia jako doradca Burmistrza i naczelny redaktor?

Ale – umówmy się – są rzeczy ważne, ważniejsze i najważniejsze.

Wszystko co powyżej zostało wspomniane to przecież tylko takie-tam dywagacje. Najważniejsze…

Najważniejsze, że „marka Radzymin” jest dziś rozpoznawalna jak nigdy wcześniej. A wszystko dzięki nieprawdopodobnie światłym działaniom urzędniczego pijaru pod jeszcze światlejszym przywództwem pewnej niewiasty. Gdyby nie start „turdepoloń” w Radzyminie, nikt, nawet pies z kulawą nogą, nie przyjechałby do Radzymina, nikt spoza Radzymina nie miałby pojęcia, że Radzę Omiń istnieje. A tak – wszyscy już wiedzą, deweloperzy walą drzwiami i oknami, ludzie porzucają mieszkania w Alei Róż byle tylko zamieszkać na czterdziestu metrach w okolicy Tesco, zazdrość niesie się od bałtyckiego morza do Tatr, policja niezbyt nadąża z kierowaniem ruchem, zaś służby ratunkowe mają pełne ręce roboty, bo ludzie oczekujący na wjazd do Radzę Omiń mdleją, serca im wysiadają, zdrętwiałych rąk nie daje się oderwać od kierownicy.

Jakaś łajza powiedziałaby, że kilkaset tysięcy na Tour de Pologne poszło jak psu w dystalny odcinek przewodu pokarmowego, ale przecież sukces jest oczywisty i bezdyskusyjny – udało się wywalić kasę jak psu w dystalny odcinek przewodu pokarmowego ku chwale.

Tylko czyjej?

I kto za to płaci? Pan płaci, pani płaci, społeczeństwo.

Żeby wszystko było jasne: twierdzę, że wszystko na to wskazuje iż Radzyminem rządzą ludzie niekompetentni, którzy – mówiąc bardzo delikatnie – kręcą lody, marnują publiczne pieniądze i uczestniczą w przekrętach. Działają wspólnie i w porozumieniu. Działają na szkodę mieszkańców i Gminy. Fałszują dokumenty, ustawiają przetargi/ zlecenia.

Zainteresowani, ci wspomniani w tekście, niech występują do sądu, jeśli poczuli się dotknięci/ urażeni/ szkalowani/ niesłusznie posądzeni – bardzo chętnie przedstawię swoje racje.

J’Accuse…!

 

autor

red. Paweł Sieger




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.