Odmienny punkt widzenia – 28 września Tomasz Rzymkowski, Jakub Grygowski, Jerzy Krüger-Paprota, Tomasz Kowalczuk, Piotr Łysakowski

Odmienny punkt widzenia – 28 września Tomasz Rzymkowski, Jakub Grygowski, Jerzy Krüger-Paprota, Tomasz Kowalczuk, Piotr Łysakowski

Odmienny punkt widzenia – 28 września Tomasz Rzymkowski, Jakub Grygowski, Jerzy Krüger-Paprota, Tomasz Kowalczuk, Piotr Łysakowski

W audycji rozmawialiśmy o sytuacji w Niemczech i konsekwencjach dla Europy, zmianach w prawach jazdy, sytuacji Tommy’ego Robinsona, plemionach polskich oraz ekonomii.

Nie będziemy się rozpisywać więcej – zapraszamy.

Odmienny punkt widzenia – 28 września Tomasz Rzymkowski, Jakub Grygowski, Jerzy Krüger-Paprota, Tomasz Kowalczuk, Piotr Łysakowski część 1

Odmienny punkt widzenia – 28 września Tomasz Rzymkowski, Jakub Grygowski, Jerzy Krüger-Paprota, Tomasz Kowalczuk, Piotr Łysakowski część 2

 

A na koniec tekst jednego z naszych gości, dr Tomasza Kowalczuka, o którym to tekście wspominaliśmy:

Polska w Europipe

W tradycji francuskiej od czasów rozbiorów funkcjonuje określenie Polski jako „nieokreślonej, mglistej przestrzeni pomiędzy Niemcami a Rosją”. Określenie to ma genezę w sytuacji rozbiorowej, kiedy Polski nie było na mapie Europy, ale funkcjonowała w pamięci historycznej i była odrębna kulturowo. Wydaje się jednak, że odzyskanie niepodległości sto lat temu niewiele w tym określeniu zmieniło. Co prawda Polska pojawiła się na mapie Europy, ale dla zachodnich Europejczyków nadal jest dziwna i nieokreślona. W niektórych analizach mówi się, że rzeczywiście Polska jest przestrzenią przenikania się Zachodu i Wschodu. W Polskiej kulturze z łatwością znajdziemy multum dowodów na takie współistnienie kulturowe, które z drugiej strony można by też nazwać schizofrenią kulturową. W tym niektórzy szukają siły kultury polskiej, która według nich buduje szanse na bycie swojego rodzaju łącznikiem, tłumaczem. Z tej szansy raczej Polska nie umie skorzystać, ponieważ w samej Polsce toczy się wojna o tożsamość. Polacy nie identyfikują się jako istoty o dwóch współistniejących naturach, ale raczej uznają się fałszywie za czyste tożsamości i raczej chętniej pragną przyznawać się do swej proweniencji zachodniej. Ale zachodniość Polaków jest raczej naszym pragnieniem, a dla Zachodu jest wątpliwa, podlegająca  sprawdzaniu i weryfikacji. Polacy wzajemnie nie akceptują wyboru jednej czy drugiej twarzy. O tym jak bardzo to freudowsko zakorzeniony problem świadczy siła emocji wzajemnych w tych, którzy próbują wyprzeć z tożsamości drugi składnik. Tę dwoistość i te emocje opisał już bardzo dobrze Adam Mickiewicz w Panu Tadeuszu. Tam hrabia, chodzący w surducie, był dla Gerwazego noszącego kontusz, synonimem zdrady polskości. Po 200 latach podział ten jest niewzruszony.  W rezultacie Polacy nie potrafią wykorzystać swojej szansy, ale też nie są do końca ani ludźmi Zachodu, ani Wschodu. W decydującym stopniu wynika to z historii Polski, która – według niektórych historyków -„niestety” nigdy nie została podbita i włączona do żadnego zachodniego imperium. Różnicę dobrze widać w porównaniu z Czechami, którzy czują dużo bliższe związki z Niemcami.  Polska nie ma swej tożsamości, bo nie potrafi przepracować, zaakceptować i wykorzystać tej dwoistej natury, tylko z niej próbuje uciec i za wszelką cenę udowodnić sobie i światu, że jest zachodnia.

Historia wojen europejskich pokazuje, że były to konflikty by tak rzec w rodzinie. Niemcy, Francuzi, Anglicy, Hiszpanie, Włosi mają bogatą historię wzajemnych krwawych sporów, a jednak to są zawsze spory braci z tego samego kręgu kulturowego, z tej samej rodziny. Polska nigdy do tej rodziny nie należała. Budziła respekt i uznanie za czasów Jagiellonów, kiedy Królestwo Polskie było tworem na tyle silnym, że budziło szacunek dla swojej nieco orientalnej kultury i militarnej siły wyćwiczonej przede wszystkim na walkach z Imperium Osmańskim.. Jednak o wartościowaniu wspaniałego nawet na tle dworów zachodnich dworu na Wawelu świadczyć może jednak choćby zachowanie króla Walezego, który traktował Kraków jak zesłanie do obcej kultury. Podobnie Jan III, choć obronił chrześcijańskiej Europy, to jednak uczynił to z zewnątrz. Potężne Królestwo Polskie było więc swego rodzaju buforem pomiędzy tym, co wyłoniło się z imperiów zachodnich a hordami świata wschodu aż do swego upadku i wzrostu Rosji. W tym sensie misja dziejowa Królestwa Polskiego wypełniła się i straciła swe znaczenie a zarazem racje bytu. Polska nie weszła ostatecznie do rodziny zachodniej, choć w bardzo dużym stopniu wypełniała standardy zachodnie. Polska nie dostała certyfikatu europejskiego, a utraciwszy swą moc, została na lodzie. Podobnie może jak producent bardzo dobrych samochodów nie ma uznania dopóty, dopóki jego marka nie należy do kasty uznanych. Polska została już tylko kłopotem Europy, a Europa stała się nieodwzajemniona miłością i pragnieniem Polski.

Rosja, choć budowana przez Piotra Wielkiego i szczeciniankę Katarzynę na wzorcach zachodnich zawsze pozostawała niezależna wobec zachodu. Nigdy nie zakochała się w Zachodzie. Wręcz przeciwnie. Zawsze byli wobec niego delikatnie mówiąc nieufni, a XIX-wieczni zapadnicy stanowili nieistotna mniejszość w historii Rosji. Rosja – można rzec – nigdy nie łudziła się, że zostanie do zachodu przyjęta jak Polska i nie pragnęła tego jak Polska. Nigdy nie pukała do drzwi Europy jak Polska, która dziś w rzeczywistości wciąż pod tymi drzwiami tkwi, wpatrując się w nie z rozpaczliwą nadzieją. Rosja podążała zawsze swoją drogą imperialną i swoją drogą kulturową nie przejmując się tym czy wypełnia standardy europejskie i czy Europa wystawi jej certyfikat cywilizacji.  Rosja wiedziała i wie, że Europa ją uszanuje nie dlatego, że jest tak samo europejska, ale dlatego, że jest właśnie inna, a przy tym silna.  Polsce pozostaje już tylko ściganie się z Europą w europejskości, bo inna Polska być nie umie. Od czasu utracenia mocy Królestwa Polskiego nie może być prawdziwie niezależna, musi szukać sojuszy. Z dwóch atrybutów, które miał: siły i odrębności kulturowej, pozostał tylko drugi, który stał się raczej obciążeniem niż zaletą. Rosja proponowała Polsce miejsce w pansłowiańskim imperium. Czyniła to po bratersku jak dekabryści Mickiewiczowi, i na siłę. Polska jednak była po okresie królewskim już za daleko, by przyjąć taką rolę.

 

W świadomość Francuzów i Niemców Rosja wdrukowała się z nomen omen lodowatą konsekwencją. Napoleon i Hitler nabawili się w Rosji takich odmrożeń, że blizny nie zagoiły się do dziś. Dla Zachodu Rosja jest więc niedźwiedziem, być może takim samym, jakim kilka wieków temu było Królestwo Polskie. Dziś jednak Polska z niedźwiedziem nie ma nic wspólnego. Europa z jednej strony postrzega Rosję jako wielka tajemnicę, jako niepojętą, fascynującą a przy tym bezkresną, wielką i silną. Symbolizować ją może bezkres syberyjski, kolej transsyberyjska, a także Kołyma. Fascynacja Rosją, jej mistycznym bezkresem jest zaświadczona w wielu literackich podróżach. Kiedyś Wolter za przedmiot swych rozważań uczynił rząd polski, dziś kinematografia światowa pełna jest postaci bajecznie bogatych, o przepaścistych duszach i gardłach, skrajnie apodyktycznych i azjatycko okrutnych Rosjan. To Rosja i Rosjanie panują w świadomości zarówno kultury popularnej, jak i w kalkulacjach politycznych. Dla zachodu Polska jest zarówno imitacją zachodu, jak i imitacją wschodu. W obu przypadkach są to ersatze.

Truizmem jest przypomnienie, że dla świata kapitału Rosja jest także mitycznym eldorado. Jej bogactwa wywołują bezsenność nie tylko kanclerza Schroedera ale wszystkich prezesów koncernów światowych. Lenin mówił, że zachód sprzeda Rosji sznur, na którym zostanie powieszony. Nic się nie zmieniło. Rosja zresztą doskonale sobie zdaje sprawę z władzy jaką dzierży nad wyobraźnią ludzi Zachodu. Umacnia ten efekt, spektakularnie pokazując swą siłę i bezwzględność, swe bogactwa, przepych i to, że ostentacyjnie ma w d… to, co zachód ma do powiedzenia Rosji.

Polska być może była w tej samej sytuacji ostatnio za Jana III, ale jak pisał Słowacki „pawiem narodów byłaś i papugą, a teraz jesteś służebnicą cudzą”. Nic się nie zmieniło.

Historia wojen europejskich pokazuje, że Polska nie należy do rodziny. Francuzi, Anglicy, Niemcy w czasie i po najkrwawszej wojnie traktują się jak kuzyni, wiedzą, że to zwykła choć burzliwa kłótnia w rodzinie, po której atmosfera familiarna zostanie szybko odbudowana. Polska jest obca zarówno jako wróg, wobec którego nie ma zahamowań ani kodeksów, jak i sojusznik, który przestaje istnieć po wypełnieniu zadania.  Polska dziś nie jest Janem III a raczej Księciem Poniatowskim. Była użyteczna w sporze z Niemcami. Może być użyteczna w sporze z Rosją, ale nic ponad to. Nawet nie trzeba jej zbyt dużo płacić, jak dobremu wojsku zaciężnemu, bo w imię walki z Rosją Polska zrobi wszystko i jeszcze dopłaci. W rezultacie Polska trochę z konieczności, trochę na własne życzenie jest mglista, nieokreśloną przestrzenią pomiędzy Zachodem i Wschodem.

 




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.