Taka wakacyjna sytuacja…

Niezależnie od pory roku, gdzie się wybieramy i na jak długo zawsze pojawia się milion spraw do załatwienia. W 99% przypadków zazwyczaj o czymś zapominamy. O czym najczęściej udaje się nam zapomnieć? Właśnie o tym jest ten tekst.

Jedna z najpotrzebniejszych rzeczy, nieodłączny element każdej cywilizowanej łazienki – szczoteczka do zębów. Spakowanie szczoteczki do zębów i pasty odkładamy na ostatnią chwilę na zasadzie „dopakuję rano”. Czasami w naszej wspaniałomyślności i roztropności zapominamy spakować tych podstawowych narzędzi codziennej higieny i pierwszym przystankiem po dotarciu na miejsce jest sklep, w którym dokupujemy kolejną szczoteczkę do domowej kolekcji.

Kolejny element łazienki, który zabieramy to ręcznik. A raczej, który powinniśmy zabrać. Powodów dlaczego go nie pakujemy może być kilka. Być może próbujemy upchnąć jak najwięcej bardzo-potrzebnych-ciuchów-na-każdą-okazję i tak jesteśmy na tej czynności skoncentrowani, że ręcznik cichutko chichocze na wieszaku w łazience. Liczymy, że hotel lub znajomi, do których jedziemy będą je mieli w nadmiarze na stanie. Niestety, rzeczywistość jest okrutna. Poza tym – kto lubi używać rzeczy po kimś?

Odzowna część ubioru każdego wczasowicza to klapki. Spakowaliśmy już miliony butów na różne okazje, a klapki dalej cicho leżą i czekają na swoją kolej, często jej nie doczekując. Potem w hotelu orientujemy się, że jest straszny grzyb pod prysznicem i zaczynamy ćwiczenie łydek wspinając się na palcach za każdym razem, gdy przekroczymy próg łazienki.

Wszystko spakowane, jedziemy, dzwonimy, że jesteśmy w drodze, zaczyna padać bateria i wtedy wyświetla się nam w głowach wielki napis ŁADOWARKA! To nic jeśli mamy nowszy model telefonu, bo coraz częściej w użyciu są uniwersalne ładowarki, ale będziemy w ciemnej grocie, jeśli wolimy starsze modele telefonów.

Te wszystkie straszne momenty podróży zawsze generuje jeden czynnik – głowa. Ile razy zdarzyło się nam pojechać gdzieś bez mapy? Albo po prostu wyszliśmy z hotelu bez portfela lub okularów przeciwsłonecznych? Po prostu zapominamy własnej głowy.

Złota rada? Tak naprawdę nie ma. Albo musimy się pilnować albo przyzwyczaić, że czegoś możemy zapomnieć.

fot. national-geographic.pl

Opublikowano