Czy to już koniec barów mlecznych w Polsce?

Bar Mleczny w Łodzi
Bar Mleczny w Łodzi

Urzędnicy masowo kontrolują rozliczenia finansowe barów mlecznych i kwestionują swoje własne wcześniejsze decyzje, nakazując zwroty państwowych dotacji. Czy to już koniec barów mlecznych w Polsce?

Prowadzący bary mleczne mogą uzyskiwać z budżetu państwa dofinansowanie na zakup produktów takich jak mąka, mleko czy jaja. Uzyskanie państwowego wsparcia powoduje, że dania nie mogą być sprzedawane z marżą wyższą niż 30%. Takie obostrzenie ma zagwarantować, że ceny produktów nie będą wygórowane. System funkcjonuje od początku lat 90. ubiegłego stulecia, dzięki niemu talerz zupy może kosztować niewiele ponad dwa złote.

Ministerstwo szuka oszczędności?

W ostatnim czasie urzędnicy skarbowi zaczęli bardzo intensywne kontrole barów, które w opinii wielu właścicieli i internautów są po prostu szukaniem sposobu na oszczędności budżetowe. W końcu co roku w skali kraju dofinansowanie barów mlecznych kosztuje około 20 milionów złotych.

Kontrolowane ponownie są przyjęte wcześniej przez Izby Skarbowe rozliczenia finansowe barów mlecznych. Po sprawdzeniu urzędnicy znajdują błędy w raz już zaakceptowanych przez siebie dokumentach i nakazują zwrot otrzymanego dofinansowania, nawet za kilka lat wstecz.

Na zorganizowanym w Gdańsku spotkaniu właścicieli barów mlecznych z przedstawicielami administracji podatkowej okazało się, że zakwestionowane zostały rozliczenia niemal wszystkich barów. Podobnie sytuacja przedstawia się w innych regionach kraju.

Galaretka owocowa jest… daniem mięsnym!

Chodzi o to, że zmieniają się interpretacje dotyczące klasyfikacji produktów, na które należą się dotacje. Dobrym przykładem jest np. kukurydza: jeszcze do niedawna uważana była za zboże (nie należało się dofinansowanie), a teraz słodką kukurydzę można dofinansowywać. Podobnie było z pietruszką: dofinansowanie należało się tylko na jej korzeń, ale urzędnicy zdecydowali, że natka także powinna być dotowana. Byłoby dobrze, gdyby te zmiany decyzji miały być ulgą dla właścicieli barów mlecznych, ale jest dokładnie odwrotnie. Jeśli kontrola wykryje, że któryś z produktów objętych rozporządzeniem o dotowanych produktach nie był rozliczany w ramach dotacji, urzędnicy uznają złożoną dokumentację za nierzetelną i domagają się zwrotu całości otrzymanej dotacji za wszystkie produkty.

Podobnie kategorię z dań jarskich (dotowanych) na mięsne (niedotowane) zmieniły np. zupa ogórkowa i galaretka owocowa. Pierwsza, bo gotowana była na wywarze z szyjek indyczych, a druga – ponieważ do jej produkcji używa się pozyskiwanej z kości żelatyny…

Pomóż potrzebującym, a stracisz podwójnie

Jeszcze gorzej, jeśli właściciel baru mlecznego postanowił pomóc ubogim dzieciom i zawiózł im swoje posiłki. Wtedy jego działalność kwalifikowana jest już jako catering, a nie prowadzenie baru mlecznego. Nawet, jeśli dostarczone obiady nie zawierały nic z dotowanych produktów, nie zmienia to urzędniczej opinii – dotację trzeba zwrócić.

Wszystko wskazuje na to, że Ministerstwo Finansów postanowiło po raz kolejny łatać dziurę budżetową sięgając do kieszeni podatników. Bo czym innym wytłumaczyć kwestionowanie już raz przyjętych bez zastrzeżeń dokumentów? Jeśli działania skarbówek nie zostaną przerwane, to zamykane bary mleczne na trwałe znikną z polskich ulic, a ich właściciele zostaną z gigantycznymi długami. Ucierpią także najubożsi mieszkańcy i stali klienci barów – często emeryci, których nie będzie stać na kupno obiadu w niedotowanym punkcie gastronomicznym. Przy państwowych dotacjach cena obiadu w barze mlecznym mogła być niższa niż koszt jego samodzielnego przygotowania w domu.

Opublikowano