Legia klub nad Wisłą

Tak można skomentować wczorajsze spotkanie tych dwóch zespołów. Gospodarzem meczu była Legia, i jak na gospodarza przystało pięknie ugościła klub z Krakowa.

Legia walczy o mistrzostwo, więc każde zwycięstwo jest na wagę złota. Po spotkaniach rundy zasadniczej, nikt nie spodziewał się ze wczorajsze spotkanie zakończy się wynikiem 5:0. Ale jeżeli ktoś walczy o mistrza, musi wygrywać w znakomitym stylu. Tak też było na Łazienkowskiej.

Pierwsza na prowadzenie wyszła Legia za sprawa Michała Żyro, który doskonale wykorzystał prostopadłe podanie kierowane właśnie do niego. Nie można jednak zapomnieć że akcja była wyprowadzona tuż po tym jak swojej szansy nie wykorzystali goście. Strzał Stilicia trafił w poprzeczkę, przez co Wisła nie zdobyła gola. Ta akcja byłą jedyną tak groźna sytuacją dla Wisły. Legia grał jak w transie. Doskonała obrona, jeszcze lepsze podania i kontry, nie wspomnę już o skuteczności. W 38. minucie dośrodkowanie Bereszyńskiego do Kucharczyka i mamy 2:0. Zanim jeszcze sędzia zakończył pierwszą połowę, na listę strzelców wpisał się Tomasz Jodłowiec. 3:0 to pogrom.

Michał Kucharczyk w pogoni za piłką - fot. Bartłomiej Bator
Michał Kucharczyk w pogoni za piłką – fot. Bartłomiej Bator

Wszyscy obawiali się drugiej połowy. Legia bowiem w tym sezonie grała swoje spotkania bardzo nierówno. Jak wychodziła pierwsza połowa, to w drugiej coś się psuło, lub odwrotnie. tym razem było inaczej. Legia znów dominowała na boisku. W 63. minucie, Dossa Junior dopisał gola do swojego konta. 4:0 to dla Wisły za dużo. Nawet roszady w składzie nie pomogły, zmiana ustawień i taktyki również. Legia grała dziś jak mistrz. Jeszcze w 81. minucie zaraz po wejściu na boisko Marek Saganowski ustalił wynik spotkania na 5:0. Klub z Łazienkowskiej mecz może zaliczyć do bardzo udanych.

Piękne spotkanie choć bardzo nerwowe. Sędziowie ewidentnie grali pod gości. Nie dyktowali przewinień, zapominali o żółtych kartkach , przy bardzo niebezpiecznych zagraniach. Swoje niezadowolenie z takiej sytuacji wyrażał zarówno trener Legii, jak i zgromadzenie kibice.

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Nikt po tym spotkaniu nie zarzuci Legii, że sędziowie jej pomagali.

fot. Bartłomiej Bator

 

 

 

Opublikowano