BEATA TYSZKIEWICZ – KOCHAM PANIĄ!

Beata Tyszkiewicz (Wikipedia)

Dzień, w którym poznałem Beatę Tyszkiewicz zaliczam do jednego z najpiękniejszych w moim życiu. Po pierwszej rozmowie z Najpiękniejszą Kobietą Polskiego Filmu powiedziałem Jej osobiście, że teraz mogę umrzeć. „Panie Maćku – odparła Pani Beata – najpierw musi Pan spróbować mojego sernika. Potem może Pan umrzeć.”.  

Za kilka dni spróbowałem. I umarłem. Był pyszny a w takim towarzystwie słowo „pyszny” jest słowem zbyt słabo nacechowanym emocjonalnie. Chociaż, znając dystans do siebie, życia i humor Beaty Tyszkiewicz, słowa „umrzeć po spożyciu potrawy” zaleciały trochę Lukrecją Borgią – córką Papieża Aleksandra VI, najsłynniejszą w historii trucicielką.

Dlatego teraz, gdy od czasu do czasu jesteśmy w kontakcie dopinguję dziennikarzy piszących o Niej dobrze a jestem walczącym Talibem dla tych wręcz przeciwnych.

I dlatego zajrzawszy do „Faktu” liczyłem się z ta drugą opcja. W wywiadzie dla tej kolorowej gazety Pani Beata opisuje swoje podejście do papierosów (które, ponoć, nie są jedyną słabością Pierwszej Damy Ekranu).

– Rzuciłam już mnóstwo nałogów: ruletkę, blackjacka, pieprzówkę, wiśniówkę, żołądkówkę – przyznaje.

– Jakbym miała jakiś patent na kaca, to może bym pomyślała nad zmianą nastawienia. A tak, to nie!

A papierosy, z którymi jest Jej zwyczajnie do twarzy (przepraszam fit-ludzi) podsumowuje:

– Najdłuższy czas, w którym nie zapaliłam papierosa, to trzy godziny. Szczerze powiem, brak mi silnej woli.

Zachęcam do lektury tego wydania „Faktu” i do pokochania Beaty Tyszkiewicz – jeśli w ogóle jest wśród Czytelników naszego Portalu i Słuchaczy Radia Hobby choć jedne osoba, która jeszcze tego nie zrobiła (?)

  Maciej Dobrowolski (zakochany po uszy, i po sernik)

Opublikowano