Jak Kuba Bogu, tak klient bankowi.

zgoda
Umów należy przestrzegać. Jednak przede wszystkim umowy należy czytać i tyczy się to obydwu ich stron. Jak udowodnił ostatnio klient jednego z banków w Polsce, nie tylko konsumenci mają problem z dokładnym zapoznawaniem się z treściami umów.

Klient jednego z polskich banków postanowił dołożyć swoje „pięć groszy” do procedury uzyskiwania kredytu. Po tym jak wypełnił elektroniczny wniosek o przyznanie mu środków, zgodnie z procedurą bankową otrzymał szkic umowy. Następnie wypełnił ją swoimi danymi oraz dodał jedno drobne zdanie w części umowy traktującej o oświadczeniach. Dodatkowe postanowienie brzmiało: „Bank zobowiązuje się do całkowitego umorzenia kwoty kredytu i odsetek do dnia ….”.

Zgoda, umorzymy.

Przedsiębiorczy klient nie licząc na nic, zgodnie z procedurą odesłał umowę na podany przez bank adres. Ku jego zdziwieniu otrzymał odpowiedź, że jego dokumentacja została przekazana do ostatecznej weryfikacji i że najpóźniej następnego dnia bank podejmie wiążącą decyzję kredytową.

Zapewne jeszcze większe zrobił oczy, kiedy w kolejnej korespondencji bank poinformował go o pozytywnej decyzji kredytowej i wypłacie środków.

Trzy razy tak.

Na egzemplarzu umowy, którą bank zwrócił klientowi widniał cały komplet wymaganych podpisów trzech pracowników banku wraz z pieczątkami. Jak widać, nikt w instytucji nie zadał sobie trudu, żeby przeczytać umowę, tylko „machnął” podpis z automatu.

Klient nie omieszkał skorzystać z zapisu i wystąpił do banku z wnioskiem o umorzenie kredytu. Bank jest na etapie rozpatrywania pisma.

Jak myślicie, czy bank powinien umorzyć kredyt? Zazwyczaj, kiedy sytuacja jest odwrotna i klient nie zapozna się skrupulatnie z treścią umowy, w razie pretensji słyszy: „trzeba było przeczytać”.

Źródło: Samcik blog

Opublikowano

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *